poniedziałek, 2 stycznia 2017

Rozdział 9 " Brat "


~ Pięć Dni Później ~

   Walka na polanie zakończyła, się porażką Nagato, który po odzyskaniu świadomości zaszył się w swoim pokoju. Rozpacz i gorycz  pchnęły go w mrok. Dzień w dzień słychać było pod drzwiami jak wspomina swoją porażkę . Nie raz płakał. Nie raz rzucał meblami i wykrzykiwał groźby na cały hol. Patrole zostały na nim odwołane, by nikt nie dowiedział się o jego stanie psychicznym. Każdy dzień kończył się tym samym. Jednym bezradnym ciosem w drewniane drzwi zbite żelazną klingą i krzykiem rozpaczy. Po tej sekwencji zasypiał wycieńczony.
   Natomiast Shizen, po pierwszej nocy w swojej komnacie, wydawał się być zamyślony, skryty, widać było, że coś go dręczy. Chodził kompletnie nieobecny, ciało poruszało się automatycznie, ale duch, jakby odszedł. Rzucał jedynie urwane spojrzenia w kierunku Masayoshi'ego, jakby chcąc mu coś przekazać, lecz on nawet tego nie zauważył, ponieważ sam był strapiony stanem Nagato- często podchodził pod jego drzwi i nasłuchiwał. Chwytał za klamkę, po czym puszczał ją zrezygnowany, przygryzając dolną wargę. Robił to tak jakby sam do końca nie wiedział co ma mu powiedzieć, na jego twarzy malowała się niepewność, chodź nie do końca szczera, ale oczy nie potrafią kłamać. Widoczne było w nich zrozumienie, troskę, a jednocześnie wewnętrzny konflikt.
   Atmosfera między całą trójką stała się mglista. Nikt z nikim nie rozmawiał, nawet w Pracowni Królewskiej, gdzie zwykle Masayoshi i Shizen śmiali się i rozmawiali, zapanowała cisza. Przechodzili obok siebie, nawet tego nie zauważając. Aż do tego dnia.
   Była chwila przed południem, kiedy to Masayoshi podszedł do drzwi Nagato. O dziwo panowała za nimi kompletna cisza. Uniósł prawą dłoń do góry i zaciskając ją w piąstkę, uderzając trzykrotnie. Dźwięk stuku obszedł cały korytarz, rozbrzmiewając na sąsiadujące hole i zaułki. 
- Nagato otwórz, musimy porozmawiać. - oznajmił poważnie. Drzwi skrzypiąc, lekko się uchyliły. Masayoshi pchnął je lekko wchodząc. Zastał całkowity mrok. Na karniszu znajdowały się przeróżnego rodzaju tkaniny, ciągnące się do samego podłoża, skutecznie blokując promienie słoneczne. Kiedy zrobił dwa kroki w przód trącił nogą parę kartek i nóż, który przebijał je wszystkie. Drzwi gwałtownie się zamknęły, jakby od podmuchu wiatru, a Masayoshi nieprzejęty, natychmiast ruszył do okien.
- Proszę nie! - Krzyknął  chłopak, widząc zaciśniętą dłoń Masayoshi'ego na wiszących tkaninach.
- Wiesz, że to dla twojego dobra. - oznajmił beznamiętnie i jednym silnym pociągnięciem odsłonił całe okno. Tkaniny zjeżdżając kolejno z karnisza, kładąc się falami na ziemi. Objawiły wspaniały widok na twierdzę, pomimo szarości dnia, nadal budziła dumę i zachwyt w sercu Masayoshi'ego. Pokój wypełnił się bladym światłem, nadając mu melancholijny charakter. Dziesiątki kartek przebitych ostrzami, z napisem "Shizen", ukazały się oczom Masayoshi'ego. Ściany pokryły się jednym olbrzymim krwistym napisem " ZABIJĘ CIĘ SHIZEN ". Na drewnianych meblach wyryte były imiona bliskich Nagato, była wymieniona niemal cała wioska. Dopiero po takim widoku  Masayoshi naprawdę zrozumiał powagę sytuacji. 
Spojrzał na łóżko chłopca, znajdujące się na środku pokoju, a on sam znajdował się za jego drugim końcem, chowając się  przed światłem. 
- Nagato. - rzekł, lekko chwiejącym się tonem. - Wiem, wiem kim jest dla ciebie ten człowiek.- oznajmił Ojcowsko, lecz nie zdążył dokończyć, kiedy to Nagato wszedł mu w zdanie:
- Nic nie wiesz! - krzyknął.- Mogłem, miałem, okazje go wtedy zabić...- jąkając ukrył głowę między kolanami- Pomścić całą wioskę...- Masayoshi zbliżył się do łóżka i usiadł na jego krańcu.
- Miałeś okazję, fakt, ale sam doskonale widziałeś jak silny jest Shizen. Zginął byś tam dwa razy bez mnie. W dodatku nadal trzymał asa w rękawie, kiedy ty swojego wyrzuciłeś. To geniusz w walce jeden na jednego, szybko rozumuje, a mimo to zaskoczyłeś go nie jednym atakiem.- oznajmił spokojnie.
- Ale przegrałem, a nie mam mocy by cofnąć czas.- powiedział przygnębiony.
- Nikt takiej nie ma, ale, gdyby była, nigdy nie musieli byśmy za nic żałować, stali byśmy się ideałami. - spojrzał na sufit, na którym było napisane wielkimi literami " Śmierć " . - Ale to nie znaczy, że byli byśmy szczęśliwi.
- Dlatego, naprawa przeszłości przyniesie mi szczęście, a zrobię to po przez zemstę... - wyprostował się i spojrzał przed siebie, wyobrażając sobie spełnienie tego celu.
- Są inne sposoby na szczęście - podparł się dłońmi z tyłu i oparł o nie ciężar swojego ciała, lekko się odginając- Czy nigdy nie byłeś szczęśliwy ze mną?- zapytał.
- Dobrze wiesz, że tak- gwałtownie wstał i unosząc ton spojrzał w jego stronę. Jego twarz była bladła, fiolet pod jego oczyma mówił ilu nocy nie przespał, jak wiele cierpiał. Stał na chwiejnych nogach, osłabiony, ale mimo to jego spojrzenie było silne, energiczne i gniewne. - ale ty się zemściłeś ! Łatwo ci to teraz mówić, po tym jak spełniłeś, jak dokonałeś rewanżu, bilansu strat ! - wykrzyczał z wyrzutami. - Teraz tym bardziej powinieneś mnie zrozumieć, ale ty patrzysz tylko na siebie, na to co tobie jest wygodne i nie pozwolisz mi go zabić tylko dlatego, że dzielicie to samo marzenie! Co z Ciebie za brat...- łzy wylały się z jego oczu. 
- Nie możesz tak mówić. - spojrzał na Nagato- Przecież dałem Ci możliwość zabicia go. Dawałem tobie wszystko co było ci potrzebne, wszystko. Myślisz, że dlaczego zostałem królem, dlaczego to przyjąłem, to miało pomóc mi cię chronić. Robiłem to dla nas, dla tego skorumpowanego kraju. Byś mógł żyć jak normalny człowiek. Nie chcę byś był taki jak ja, nie mścij się , Nagato, to da ci więcej straty niż korzyści...- umilkł. Zapanowała chwilowa cisza.
- Żałowałeś kiedykolwiek tej zemsty?- zadał pytanie i od razu odpowiedział.- dobrze wiem, że nie.- odwrócił się i usiadł na ziemi. 
- Żałowałem, że nie zabiłem twojego ojca zanim on zabił tą dziewczynę. - oznajmił smutno i ruszył do wyjścia, pozostawiając po sobie jedynie dźwięk zamykanych drzwi.
   Masayoshi stojąc na pustym holu, zwiesił głowę, a na ziemię spadły dwie łzy, rozchlapując się o posadzkę. Po chwili jego tułów przeszły gwałtowne drgania, a młodzieniec wydał z siebie stłumiony szloch, zasłaniając usta dłonią.  



~ Shizen ~
~ Noc, Dzień Po Walce z Nagato ~


   Rany zagoiły się dojść szybko, pod specjalistyczną opieką miejskich lekarzy, byli to prawdziwi mistrzowie uleczania. Władcy każdej żywej komórki, do której tylko wpuścili swoją senji, takim nie ufam najbardziej, gdyby nie fakt, że w pałacu jest wiele nieskończonej papierkowej roboty i nie czekał by na mnie stos papierów po powrocie, wziął bym chorobowe i wyleczył się sam. Chodź muszę przyznać, że nie minęły nawet dwadzieścia cztery godziny- czas odzyskania przez mięśnie, tkanki czy narządy przed urazowej  wydajności, a czuję, że bark jest już sprawny jak dawniej. Zrobiłem parę okrążeń łokciem w powietrzu, po czym usiadłem na miękkim materacu, który o mało co mnie nie wchłonął uginając się pod moim ciężarem. 
- Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję. W końcu kiedyś to była tylko trawa, trochę mchu i plecak pod głowę. Przelotne deszcze, które teraz mogę oglądać jedynie za okna. Sam widzisz Greet, wiele się zmieniło... nieprawdaż ?- uśmiechnąłem się w myślach, pocierając ręką o jedwabną pościel. Znajdowałem się w swoim pokoju, jego ściany były częścią mnie- wszystkie pięć kolorów natur na każdej z nich, każdy  mówił mi jak bardzo ważny jest dla mnie mój kraj, moi ludzie i nasza moc. Na środku pokoju znajdowało się łóżko, dokładnie przy lewej ścianie od wejścia, po prawej natomiast było wejście do łazienki, a na przeciwko, ściana zapełniona była drewnianymi regałami książek, dwiema bukowymi szafami i brzozową komodom. Rozwiązałem swoje grubo podkute czarne buty i położyłem je pod łóżkiem. Następnie zrzuciłem płacz wraz z koszulką i spodniami na ziemię. Było to tylko potwierdzeniem mojego braku umiejętności utrzymywania czystości. Zgasiłem lampkę na stoliku nocnym, a ciemność błyskawicznie ogarnęła cały pokój. Ułożyłem się wygodnie na środku materaca, a sen przyszedł w mgnieniu oka, jednak coś było nie tak.  Pojawiłem się w niekończonej jasno-złotej próżni. W oddali dało się ujrzeć małe połyskujące obiekty, niczym gwiazdy rozjaśniające nocne niebo. Czułem jak robi się coraz cieplej i wtedy usłyszałem ten głos. Był słodszy niż mód, cieplejszy niż słońce i bardziej czuły niż jakkolwiek inna istota.
- Shizen'ie... Shizen'ie- powtórzyła, a fala gorąca uderzyła w moje ciało. Dźwięk pojawiał się znikąd, tak jakby istniał w wielu miejscach naraz.
- Kim jesteś ? - zapytałem przyjaźnie, rozglądając się wokół.
- Jestem twoją rodzicielką, synu. - gdy to usłyszałem nie dowierzałem, ale coś sprawiło, że przyjąłem to jako fakt, bez możliwości rozważenia rzetelności tych słów.
- Jak to...? Przecież, jestem sierotą, porzuciłaś mnie ! - krzyknąłem łącząc wątki, w mojej głowie narastała liczba pytań, sprawiając, że nie mogłem podzielić je na ważne i ważniejsze, wewnątrz mnie zapanował kompletny chaos, chciałem tyle wiedzieć...
- Shizen'ie, są rzeczy, których nie mogę Ci teraz wyjaśnić- oznajmiła pośpiesznie - Ale wiedz, że nie zostałeś opuszczony. Nie chciałam byś tak się poczuł, ale okoliczności mnie do tego zmusiły...- powiedziała to z takim żalem do siebie, że dosłownie czułem jak po jej policzku spływa łza, samo to wrażenie wywołało we mnie falę smutku i odczucie winy. Tak jakbym sprawił przykrość komuś bliskiemu, komuś na kim na prawdę mi zależy. Wtedy się otrząsnąłem. Oczyściłem umysł ze wszystkich uczuć i zbędnych pytań, koncentrując się tylko na jednym. Zapytałem beznamiętnie:
- Po co przyszłaś? - Nastała chwilowa cisza. Światłość wokół jakby pobladła i ozwał się, znacznie cichszy głos, jakby osłabiony.
- Chciałam powiedzieć ci o twoim bracie, mogłam zrobić to dopiero teraz, kiedy wasze senji się zbliżyły, ponieważ oboje dostaliście pieczęć, w której tkwiła moja moc, aktywowała się gdy tylko się zbliżyliście.- zamarłem, " mam brata?" pomyślałem, w końcu przez całe życie byłem sam. Zagubioną sierotą, która pojawiła się przed drzwiami króla i niespodziewanie stała się jego następcą. A teraz, słyszę, że mój brat jest gdzieś blisko. Serce mi przyspieszyło.
- Gdzie, gdzie on jest !?- jąkając się zapytałem.
- Odnajdziesz go tylko w jeden sposób, przez Kizuna. - oznajmiał wyraźnie przejęta.
- Przez więzy rodzinne? - zapytałem zdziwiony.
- Tak. Każde Kizuna aktywuje się inaczej. Nasze objawia się w oczach, po przez walkę do przekroczenia wszelkich limitów. - głos zdecydowanie osłabł, kompletnie tracąc przestrzenność.
- Przecież to samobójstwo, po przekroczeniu limitu mało kto przeżywa, a jeśli tak to i tak w większości przypadków, kończy się to na straceniu mobilności senji. Nie ma innego wyjścia? - zapytałem przerażony.
- Shizen'ie. - głos był co raz to słabszy - Za cztery lata rozpoczną się dni ciemności, świat jaki znałeś upadnie, przyjdą bogowie, a raczej ci którzy tak się zwą, zło, okaże się być tylko słowem, którego prawdziwego oblicza jeszcze nie poznałeś. Musisz znaleźć brata Shizen'ie, a on musi zaakceptować ciebie, jeśli to się nie stanie, piękno i dobroć znikną z tego świata.- oznajmiła poruszona swoimi słowami. Wyraźnie przejęta, tak jakby w dużej mierze tyczyły się jej, przez co poczułem się zobowiązany i znów to powtórzę,  nie wiem dlaczego czułem sympatię do tego głosu. Może dlatego, że miał ponoć należeć do mojej matki, w co o dziwo ciężko było mi zwątpić, nawet nie jestem w stanie wymienić wszystkich swoich uczuć w przeciągu tej krótkiej chwili. Unosiłem się bezwładnie w próżni, patrząc skupiony w gwiazdy pod mną, analizując słowo po słowie. Trwało to z pół minuty, kiedy to zapytałem z kamienną twarzą.
- Dlaczego tyle od mnie zależy? Dlaczego nie możesz objawić się mojemu bratu !?- krzyknąłem w przestrzeń, jednak nikt mi nie odpowiedział. Światłość poczęła znikać, pochłaniana przez drapieżne szpony ciemności, a gwiazdy gasnąć jedna po drugiej. Mrok był tak gęsty, że nie dostrzegałem nawet czubka własnego nosa.- Co się stało? - zapytałem cicho zdezorientowany, a chłód przeszył mnie na wylot. 
- Witaj synu.- ozwał się ciężki męski głos. 
- Tata? - zapytałem rozglądając się wokół. Poczułem jak coś przelatuje obok mojego karku i szepcze do ucha:
- Tak. 
- Po co przybyłeś? - zapytałem niewzruszony.
- By ci powiedzieć.- usłyszałem jak oblizuje wargi. - Ja i twoja matka nadal żyjemy. Nie jesteśmy zwykłym zapieczętowanym wspomnieniem, które czekało by się ujawnić. Istniejmy w czasie rzeczywistym. - oznajmił wprost.
- Jak to, żyjecie? Jakby tak było byli byście teraz z nami! - krzyknąłem w otchłań.  
- Uwierz synu, że gdybym mógł, już dawno bym tam był...- rzekł, a ja odczułem jego oddech na karku. 
  Nagle poczułem mocne uderzenie, które rozeszło się po całym moim ciele. Gwałtownie się obudziłem, zwinięty w kłębek na podłodze.
- Ałł- wstałem, na pół leżąco łapiąc się za głowę.- Co to było? - zapytałem sam siebie, nie dowierzając w sen jaki miał. - To na pewno nie był zwykły sen. Połączenie? Możliwe, w końcu, jeszcze żyją i mam podstawy by tak sądzić... Od razu wyczuł bym obcą senji w swoim ciele, lub jakąkolwiek pieczęć, a wejście do krainy snów, jeśli można było by założyć taką teorię, musiało by się odbyć, przy olbrzymiej pieczęci i kręgu świec oraz trzyosobowej grupie.- zapaliłem światło i rozejrzałem się dokładnie po pokoju w poszukiwaniu znaków, czy jakichkolwiek śladów, takowej pieczęci, albo ludzi. Jednak wszystko wyglądało dokładnie tak jak wcześniej. Przemierzyłem pokój wzdłuż i wszerz, jednak nie znalazłem nic poza parą zużytej bielizny.-  To musieli być oni. Mają taką samą senji jak ja, nie ma innych możliwości. Ojciec i Matka nadal żyją, a ja otrzymałem zadanie. - nagle doznał olśnienia-  Przecież ostatnio walczyłem z Nagato... tylko, że on ma rodzinę. Ma własne Kizuna, ale może jest coś o czym nie wiem, w końcu nasze senji spotkały się nie tak dawno.  Pozostaje jeszcze Masayoshi, w końcu to go spotkałem jako pierwszego i istnieje prawdopodobieństwo, że pieczęć potrzebowała czasu na aktywację, w końcu nosiłem ją przez siedemnaście lat. A jeśli to któryś z pracowników pałacu, to nigdy go nie znajdę !- przemyślałem sytuację .


Teraźniejszość ~
~ Pracownia Królewska ~



Masayoshi przekładał kartkę za kartką, błyskawicznie zmniejszając wysokość stosu, natomiast Shizen męczył w kółko jedną i tą samą kartkę. Nagle Masayoshi zwolnił swoje tępo i zapytał:
- Aż ta trudna ta sprawa?
- Niee...- odrzekł, pogrążony w myślach. Zastanawiając się nad słowami matki.
- To dlaczego gnieciesz tą kartkę od trzydziestu minut? - zapytał zdziwiony- Coś cię gnębi. - zauważył pomimo, beznamiętnej twarzy Shizen'a. - Nie martw się. Jeśli chodzi o Nagato. Jest silny, pozbiera się.- oznajmił.
- Nie, to nie o to chodzi.- pokręcił głową. Masayoshi uniósł głowę z nad kartki i zapytał:
- A o co ?
- Teraz albo nigdy - pomyślał Shizen. -Podczas walki z Nagato bacznie mnie obserwowałeś i analizowałeś moje umiejętności.- Masayoshi mu przerwał.
- Ale i tak nie poszedłeś na całość. - oznajmił.
- Widziałeś również walkę z szermierzem z Tenged- dodał.- A ja, jeszcze nie widziałem cię w akcji. - delikatnie się uśmiechnął. - Więc co powiesz na małe wyzwanie ? - przeszedł do setna.
- yhym, to o to chodzi. - wrócił z powrotem do kartek.
- Więc jak ?- zapytał niepewnie.
- Oczywiście, że tak. - lekko się uśmiechnął i wstał. Podniósł jeden stos do góry i ruszył w stronę wyjścia.- Widzimy się za tydzień i będę miał dla ciebie małą niespodziankę - przełożył kartki do jednej dłoni i pchnął drzwi- Ja na dziś skończyłem, nie siedź za długo- uśmiechnął się ironicznie.
- Łatwo poszło... aaa no tak papiery ! -  szybko przypieczętował dokument i przybrał tępo Masayoshi'ego. - Już za tydzień dowiem się, czy jesteś moim bratem. Masayoshi - uśmiechnął się w myślach.
Rzeczywistość jest snem,
więc to o czym śnisz,
 jest Twoją rzeczywistością.
------------------------------------------------------------------------------
  Uwaga. Uwaga, ogłoszenia parafialne, więc tak po pierwsze napisanie tego rozdziału to była masakra. Brak pomysłu na opis, brak weny i do tego kompletny brak przemyślenia dialogów. Pisałem to jakieś trzy dni, w dojść dużych odstępach. Miało się pojawić od razu po świętach, ale no cóż, rozplanowanie czasu na to nie pozwoliło. Przepraszam, że tyle to trwało !


Modernizacja styczniowa 2017 r. 

6 komentarzy:

  1. Fajny wygląd bloga choć warto nad tym jeszcze popracować. :) ;) Lubię fantastykę. Dużo czytam ale ostatnio już mam dość :D Jak nie blogi takie jak Twoje z twórczością własną to prywatnie książki itd. Sama piszę książkę :P Długi post ale dałam rade :3 Można by z tego zrobić niezły film. Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://bylasobiepanda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki mam zamiar w przyszłość :)
      Dziękuję bardzo serdecznie za radę co do wyglądu, ale raczej już lepiej nie jestem wstanie go zrobić :D
      Również pozdrawiam i już wpadłem :P

      Usuń
  2. Wow, tego się nie spodziewałem :) piszesz bardzo ciekawie - pewnie nie raz się zastanawiałeś nad tym, by zebrać to w całość i wydać jako książkę. Ciekaw jestem dlaczego wybrałeś taką formę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, celem w pisaniu tego bloga jest poprawa moich umiejętności pisarskich, a następnie skompresowanie tego wszystkiego w odświeżonej formie jako książki :D
      Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej to zapraszam do odwiedzenia zakładek :D

      Usuń
  3. Pomimo tego, że zawsze posty z opowiadaniami przerażają mnie długością i nudzą, to twój poszedł jakoś łatwo :) Może jak przyjdą ferię zabiorę się od przeczytania od pierwszego rozdziału.
    Pozdrawiam i powodzenia ! :)
    galantyka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię, mam nadzieję, że znajdziesz na to czas :D
      Również pozdrawiam i na pewno odwiedzę :)

      Usuń

Zanim napiszesz komentarz powinieneś/powinnaś zaznajomić się z zakładką "Warto Odwiedzić" 😊
Komentarze, które nie ujrzą światła dziennego:
❌ Fajny post (link do bloga) 😈
❌ Kopia poprzedniego komentarza.😕
Komentarze, które mogę nazwać "skarbem" :
✔ Część rozdziału, która podobał Ci się najbardziej 😍
✔ Uzasadniona krytyka 🙇
✔ Wytknięcie błędów 😜
✔ ogólne wrażenie i próba przewidzenia dalszej fabuły 😆

Zostań moim czytelnikiem

Obserwuj !