niedziela, 30 kwietnia 2017

Rozdział 14 " Walka Godna Króla"

 
 Gdy korzenie ostatecznie zakończyły swoją transformację Pomarańczowy, który znajdował się w centrum areny i był osłonięty z każdej strony niezliczoną ilością konarów, upadł twarzą na ziemię. Po jego ubrudzonym pyłem czole spłynęła kropla potu, zbierając brud. Delikatnie lśniąc, zatrzymała się na krawędzi czoła i spoglądając w dół, oderwała się od niego. Był to krótki lot, podobny do  pierwszego szybowania pisklęcia. Spadła, a wysuszona gleba natychmiast ją wchłonęła, nie pozostawiając śladu. Wśród jego jasnych miedzianych włosów, opadających na ziemię, znajdowały się niewielkie drobiny ściany areny. Każdy włos przemókł niemalże do suchej nitki przez nadmierny wysiłek mężczyzny. Twarz Patryka zatrzymała się w półświadomym wyrazie. Jego błękitne oczy straciły swój blask, a ciało mężczyzny z rozrzuconymi kończynami zatrzymało się w bezruchu. Serce powoli stawało. Aczkolwiek nie była to wina pośpiesznego leczenia, a techniki jakiej użył Patryk. Wymagała ona dojść sporych ilości senji, w szczególności tej fizycznej części. Niestety nie podołał jej skutkom. Przekroczył granicę własnych możliwości, które przez utratę krwi i paraliż świeżo utworzonych mięśni spadły do mniej niż trzydziestu procent.
- Czy tak giną bohaterowie? - zapytał sam siebie-Nie. - odpowiedział.- Gdyby tak było, Ojciec skończyłby inaczej. - resztkami sił, przewrócił się na plecy i spoglądając w niebo pomyślał - To ty.Ty próżny, pełen pogardy świecie odebrałeś mi wszystko wokół mnie, a teraz zabierasz jedyne co mi pozostało. Pff, a weź je sobie i zapchaj się, ażeby ci przez mordę nie przeszło! - wyciągnął dłoń w stronę nieboskłonu i napinając mięśnie brzucha, drżącym ruchem uniósł tułów do góry - Kiedyś, nawet i wy zginiecie! - otworzył usta i wykrzyczał końcówkę myśli na głos - Cholerne istnienia! - Dźwięk jednak nie opuścił okręgu drzew, zagłuszony został przez żywy szelest liści. Krew wyleciała potokiem z jego ust, a oczy odwróciły się białkami. Uderzył z hukiem potylicą o podłoże, pozostawiając resztkę senji jaką posiadał zapieczętowaną w wyrytych znakach na ziemi. Senji ta zapobiegała zniszczeniu linii lasu, nawet po odejściu Pomarańczowego. Jego śmierć była tylko kwestią czasu -Masayoshi wiedział o tym doskonale, jednak nie przewidział tego, iż Patryk trafi do grona nielicznych, którzy zostali zapamiętani przez lud jako bohaterowie, otwierający wrota jedności i prowadząc do boju.

   Masayoshi, odskakując od linii drzew, przeszorował podeszwami po podłożu. Znalazł się na jednej części wraz z Nero.Oprócz nich nie było tam nikogo. Nero znajdował się trzydzieści sześć metrów od Masayoshiego, który wyciągając miecz posłał szybkie cięcie w pień jednego z przerośniętych drzew. Ostrze rozcięło grubą korę, pozostawiając podłużną bliznę. Ten widok wyraźnie nie zadowolił Masayoshiego. Cięcie było zdecydowanie zbyt płytkie. Potrzeba by było całego dnia,aby ściąć choćby połowę jego grubości. Nagle rana na pniu zaczęła się kurczyć pod wpływem namnażającej ilości komórek w drzewie.
-Samoleczenie. - pomyślał Masayoshi. -Wygląda na to, że bez użycia „Czarnej Sfery” raczej stąd nie wyjdę, a i ona może nie wystarczyć. Komórki regenerują się dojść szybko, a pień jest szerokości autobusu szkolnego, więc musiałbym użyć mojej ostatecznej formy by się przebić, jednak z drugiej strony zadając ciągle obrażenia drzewom, zmuszałbym właściciela techniki do zużycia senji na naprawę bariery, jednak Nero znajduje się tu razem ze mną, więc ciągłe zadawanie obrażeń nie wchodziło by tutaj w grę. Nero spokojnie oczekiwałby na okazję i zaatakował w najdogodniejszym dla niego momencie,więc by spokojnie przebić się na drugą stronę, muszę zabić Nero.
Masayoshi spojrzał w stronę mężczyzny, który bacznie go obserwował. Pomimo kamiennej twarzy Fioletowego, widać było jego wewnętrzny niepokój. Doskonale znał plotki o zdolnościach Masayoshiego, a potężna rana, którą zadał Pomarańczowemu  w pierwszych minutach walki, zdawała się je potwierdzać.
Masayoshi wziął głęboki wdech, wyrównując tętno i wypuszczając powietrze oczyścił umysł. Wyszedł na środek trzykrotnie pomniejszonego pola walki i rzekł:
- Chodź. - Fioletowy spojrzał się dziwnie na chłopca, który dodał: - Chyba nie myślisz, że to ja podejdę do ciebie? - uświadomił Nero, że zdaje sobie sprawę z jego przewagi w szybkości.
Fioletowy zacisnął zęby i z uśmiechem rekina oznajmił:
- Nie muszę nigdzie podchodzić.Nasza walka i tak jest jedynie pojedynkiem na czas... - Odwrócił wzrok w stronę drewnianej zapory.- Wątpię by Shizen się pohamował i nie rozpoczął walki pierwszy. Czarny tylko na to czeka, wykończy chłopaka, a potem przyjdzie tu i pomoże mi wykończyć ciebie.- rzucił pewnie.
- Może i Shizen jest narwańcem, ale nie zrobi niczego bez wcześniejszej analizy, natomiast to, co mi o was powiedział było tylko krótkim streszczeniem z lenistwa. - uśmiechnął się przekonany swoich racji. - Ale, jeśli chcesz, możemy poczekać na wynik.
Nero zaczął przeżuwać dolną wargę. Doskonale znał psychologiczne zagrywki Masayoshiego, ale pomimo tej wiedzy emocje z wolna odnosiły górę .Wtedy dostrzegł jak Masayoshi przykłada dłoń do brody i w zamyśleniu szkicuje coś palcem w powietrzu.
- Czyżbyś zaczął się zastanawiać co będzie, gdy to Czarny powróci żywy? - zapytał widząc jego skupienie, które zinterpretował jako znak niepewności i dobrą chwilę do prowokacji.
- Nie, raczej staram się utworzyć takie rozmieszczenie książek w pracowni królewskiej, żeby zmieściła się tam twoja głowa... - nagle dostał olśnienia, co odzwierciedliła jego mimika. - A jeśli postawię ją na korytarzu... - Fioletowy kompletnie się zirytował i zaciskając dłonie ledwie panował nad swoimi ruchami. - Tak to genialny pomysł! Wszyscy będą mogli ją oglądać!
Masayoshi kontynuował dalej z tą samą zadumą na twarzy. Nero nie wytrzymał i krzycząc wyciągnął zza płaszcz cztery sztylety, które trzymał między palcami. Były one identyczne wyglądem co do tego, który wbił w ziemię Czarny.
- Wal się na ryj! To ja wsadzę twoją głowę do słoja! - Rzucił pierwszym wprost w głowę Masyoshiego, który już go oczekiwał trzymając w dłoni czarne ostrze.
-To te same sztylety - uświadomił sobie Niebieski - Będzie się teleportował. Gdy Czarny wbił sztylet w ziemię, Fioletowy teleportował się przed nim, więc jeśli schylę się. - pochylił korpus, dzięki czemu trajektoria sztyletu nie sięgała już jego ciała. - Pojawi się nade mną.
   Cofnął rękojeść miecza aż po samo podłoże tak, że ostrze dotykało niemal jego nosa. Celując końcówką pod przelatujący sztylet. Gdy ostrze noża rozbłysło od promieni słońca nad jego głową, był gotowy do ataku, lecz nic się nie stało. Sztylet swobodnie przeleciał nad nim i wbił się w ziemię parę metrów za chłopcem. Masayoshi spojrzał na Nero i dostrzegł, że pozostałe trzy sztylety, które trzymał między palcami, zniknęły. Był tak skoncentrowany na jednym sztylecie, że nie zauważył, kiedy przeciwnik rozrzucił pozostałe. Wzrok Masayoshiego skupił się wtedy tylko na sylwetce Nero, musiał być niezwykle ostrożny, gdyż w tym momencie to właśnie Nero miał przewagę. Wtedy coś gwałtownie przykuło jego uwagę - ujrzał brązową rękojeść noża, którego ostrze zatopione było w ścianie areny.Następnie ujrzał drugie, schowane za nogą Nero, jednak rękojeść zdradziła jego pozycje.
-Już wiem gdzie są trzy, jeszcze tylko jeden.- Masayoshi rozglądał się wokół, starając się nie spuszczać wzroku z Fioletowego. Nagle Nero stanął w rozkroku i lekko się nachylił. Złapał swoją lewą rękę za łokciem, a na jego dłoni zaczęły jarzyć się pioruny. Jeden z nich uformował się w podłużne ostrze o długości około trzydziestu centymetrów, a pozostałe poruszały się w totalnym chaotycznie wokół Nero. Wtem Nero ruszył z olbrzymią prędkością, znikając po paru pierwszych metrach. Masayoshi, obejrzał się za siebie, jednak nikogo tam nie było. Wtedy dostrzegł go pędzącego po ścianie areny. Piorunowy miecz ciął betonowy mur, pozostawiając po sobie wypalone wgłębienie. Nero pędził niemalże z przyspieszeniem rakietowym, kiedy nagle coś rozbłysnęło w powietrzu, wprost nad Masayoshim, który szybko dostrzegł i zidentyfikował obiekt. Był to czwarty nóż, a znajdował się zaledwie trzy metry nad Masayoshi. Poruszał się on z prędkością tak wielką, że dotarłby do ziemi w zaledwie półtora sekundy. Wtedy nad rękojeścią sztyletu pojawił się Nero, trzymając w dłoni dziesiątki błyskawic, wydających charakterystyczny szelest dziesiątek opakowań po cukierkach zwijanych w dłoniach w jednym momencie. Źrenice i białka Masayoshiego naraz stały się całe fioletowe, a źrenice otoczyły czarne kręgi. Pył i piasek uniósł się w powietrze i delikatnie zaczęły obracać się w prawo, ruchem spiralnym. Krążył coraz szybciej, a pośród niego zaczęły pojawiać się niebieskie nicie, które namnażając się, stworzyły półkrąg wokół chłopca. Niebieskie węzły krążąc, zaczęły się krzyżować, pozostawiając co raz to mniejsze odstępy między sobą. Ostrze sztyletu znajdowało się już metr od Masayoshiego i stykając z niebiańskimi nićmi, zaiskrzyło po czym odbiło się z kolosalną siłą. Masayoshiego w przeciągu blisko ponad sekundy otoczył niebieski kokon, w którym nie dało się dostrzec choćby małej szczelinki. Nero natychmiast przeteleportował się do pierwszego sztyletu, który znajdował z tyłu za Masayoshim, a niebieski wir ogarnął swą siłą wszystko wokół, wprawiając całość w ruch. Powietrze zaczęło przyspieszać, tak jakby zebrał się potężny wicher targający trawami, piaskiem i kawałkami gleby. W tym samym czasie Masayoshi spokojnie analizował sytuację w oku cyklonu.
  -Każdy, nawet najpotężniejszy huragan, ma swoją słabość i zawsze jest nią podstawa. - uśmiechnął się Fioletowy w myślach, po czym jego ciało otoczyły niewielkie spięcia. Silnym wybiciem z podłoża ruszył w stronę wiru i jednym gwałtownym pociągnięciem od dołu rozerwał tornado na dwoje. Pioruny uwolniły się ze wszystkich stron, zupełnie przełamując barykadę Masayoshiego,  który w szoku odskoczył parę metrów dale. Na polu walki zapanowała cisza.
- Przebił się przez "Niebiańską Otchłań"? Mimo tego że była to znacznie mniejsza wersja tego stylu, jestem pod wrażeniem. W końcu zatrzymałem tą techniką Smoka Zniszczenia Nagato. Kto by przypuszczał, że Nero odkryje słabość uproszczonej wersji tak szybko. - pomyślał Masayoshi prostując postawę.
Nero w tym samym czasie analizował położenie w jakim się znajdował:
-Definitywnie przegrywam jeśli chodzi o ilość senji. Ponadto mój przeciwnik zna się na efektownej obronie... jeszcze nigdy nie widziałem, by ktoś tak panował nad senji. Najpewniej mam do czynienia z Mistrzem Senji.
Wnioski Nero były jak najbardziej poprawne, mimo iż opierały się jedynie na kilkusekundowym starciu, lecz to tylko potwierdzało geniusz poznawczy mężczyzny. Nero pomimo swojej natury buntowniczego i podatnego na prowokację faceta, był geniuszem szybkiego rozumowania, jednak ta zdolność nie towarzyszyła mu od poczęcia. Nabył ją dzięki nauce, doświadczeniu i ciężkim treningom, przez które posiwiały mu włosy. Teleportacja była jednym z efektów poświęcenia życia naturze błyskawic - jest to jedna z rzadszych technik, prawie tak unikatowa jak oczy Nagato. Obecnie spotkać ją można jedynie na dziedzińcach szkół leśnych używaną przez najwyżej postawione osobistości.
-Hyh, kto by pomyślał -Mistrz Senji i jednocześnie Władca Ostrza... czyli najgorsze połączenie z możliwych. - Rozszyfrował postać Masayoshiego. Jednak pomimo wiedzy o specjalizacji przeciwnika, nie był w stanie nic z tym zrobić. Mistrz senji to najwyższa ranga z czterech panowania nad własną mocą. Przeciętnie zwykli wojownicy tracą nawet do trzydziestu procent senji podczas użycia technik czy stylów. Jest to nadwyżka uwolnionej mocy, która przepada.Wszak w przypadku Mistrza Senji nadwyżka utrzymuje się w granicach pół procenta, dzięki czemu sztuka jest idealna. Choć zanim osiągnie się mistrzostwo, kolejno tytułuje się: uczniem, następnie właścicielem, potem panem, aż w końcu  uzyskuje się poziom mistrza. Ta hierarchia używana jest we wszystkich dziedzinach.
Mistrz Miecz, zwany też Władcą Ostrza, jest ucieleśnieniem idealnego wojownika, który posiadł wiele stylów walk i opanował ciało. Mistrz Miecza, pomimo zręcznych dłoni potrafił również w pełni wykorzystać siłę wszystkich mięśni. Pomarańczowy zrobił to unosząc tułów z ziemi, pomimo tego iż fizycznie nie powinien być do tego zdolny. Posiadanie tych dwóch tytułów tworzyło z Masayoshiego wojownika jednego na miliard.
-Ta walka, może zakończyć się po kolejnym starciu... - kropla potu spłynęła łukiem po twarzy Nero. Masayoshi chwycił rękojeść białego ostrza i powoli wysunął je z pochwy, hacząc płazem o żelazną szyjkę pochwy. Żmija syknęła metalicznie, a końcówka miecza opuściła skórzany pokrowiec . Masayoshi kątem oka dostrzegł stan trybunów. Rozjuszony tłum umilkł, bacznie obserwując położenie wszystkich radnych. Zaistniała okoliczność kompletnie ich zdezorientowała - nagle niebyli w stanie określić kto ma większe szanse na zwycięstwo. Podobnie było z telewidzami, którzy siedząc w ciasnym gronie przed bladym ekranem telewizora wyczekiwali z niecierpliwością rozwoju wydarzeń.
   Masayoshi obrócił parę razy mieczami kreśląc okręgi w powietrzu, po czym zacisnął palce na rękojeściach. Jego oczy nadal były w postaci Rein, kiedy gwałtownie odpychając się nogami od podłoża wystrzelił w stronę przeciwnika. Nero szybkim ruchem wydobył sztylet z płaszcza i już po chwili krzyżował go z mieczami Niebieskiego. Masayoshi rozkładając ostrza, odepchnął przeciwnika i przystąpił do serii szybkich cięć, by rozbić gardę zepchniętego do defensywy Nero. Brzdęk obijającego się o siebie metalu rozbrzmiewał na całym kawałku areny. Wtem garda Nero została przełamana, a Masayoshi wyprowadzając dwa kończące cięcia, obrócił się wokół własnej osi. Jednak gdy wyprowadzał pierwszy zamach czarnym mieczem, Nero w jednej chwili powrócił do postawy. Złapał prawą dłonią za końcówkę rękojeści Masayoshiego, a następnie podciął jego nogę, na której utrzymywał cały ciężar ciała, tracąc tę podporę runął, niczym dom bez filarów.
Nero, wykręcając schwytaną rękojeść w stronę ziemi, szybko powalił przeciwnika i naskoczył na niego z nożem, jednak zanim zdążył go przygwoździć swoim ciężarem, chłopak zasłonił miejsce uderzenia ostrza głownią białej szpady. Sztylet obił się o blok Masayoshiego, zatrzymując śmiertelny cios. Nero trzymając za lewy nadgarstek Masayoshiego i uciskając jego tułów własnym ciałem, siłował się z chłopcem. Ostrze coraz to bardziej zbliżało się do szyi Masayoshiego, który tylko na to czekał, gdyż Nero musiał się nieco unieść, by zwiększyć nacisk. Wtem Niebieski uderzył go kolanem w tyłek i wydostając lewą rękę chwycił go za koszulę, a następnie przerzucił za siebie. Nero wykonując przewrót stanął na równe nogi, lecz jego przeciwnik również zdążył powstać. Masayoshi zamachnął się na niego, lecz Nero uskoczył, a następnie zrobił krok w przód wyprowadzając kontratak. Trzymając sztylet wspak, zamachnął się na jego bark. Niebieski zdążył przygotować blok, jednak w ostatniej chwili ostrze niewytłumaczalnie zmieniło swoje położenie i nacięło policzek chłopca. Masayoshi odskoczył i zasłaniając ciało głownią białego miecza, wbił czarny w ziemie, aby dotknąć rany, która z wolna zaczynała krwawić. Rana była płytka, ledwie co przecinała skórę właściwą, niemniej jednak wzbudziło to podejrzliwość Masayoshiego.
 -Ostrze zmieniło swoje położenie w ostatniej chwili, ale jak? - wpadł w zamysł - Niemożliwe on... 
   Nie zdążył nawet dokończyć myśli, a jego ostrze ponownie skrzyżowało się z orężem wroga. W ostatniej chwili zdołał pochwycić czarny miecz, nim został odrzucony przez potężne cięcie Nero. Szorując podeszwami zatrzymał się, lecz mężczyzna był już przed nim. Całe jego ciało otaczały niewielkie wyładowania elektryczne, przyspieszając ruchy, jednak to nie przez nie zmieniał położenie noża. Białe włosy unosiły się ku górze, a oczy iskrzyły żywo.
Wykonał pierwsze cięcie wzdłuż pasa chłopca i znów ostrze zmieniło bieg nacinając jego udo. Następnie sieknął go w skos i podobnie jak w pierwszym przypadku rozcięcie znalazło się w innym miejscu - tym razem było to przedramię. Parę krwawych łez rozlało się po ziemi. Kolejne cięcie- lewy bok. Później- prawa łydka. Okruszki czerwieni opadały na zielonkawe łodygi traw prażone w złocistym słońcu. Ostateczne cięcie przeszyło prawy bok Masayoshiego na wskroś. Różany kolor zalał ciuchy chłopca wokół rany. Masayoshi upadł na kolana podpierając się mieczami, ze wzrokiem wbitym w glebę niczym na skazanie, głośno dysząc.
 -Używa Boskiego Przyspieszenia na ułamek sekundy i zmieniał położenie ostrza. Genialne. Szkoda tylko, że nie pomyślałem o tym wcześniej. Mógł mnie zabić już na początku. - przymknął oczy. Nero stał nad nim z uniesionym w górze ostrzem jarzącym się od piorunów, które przedłużały jego zasięg.
- Walka z tobą byłą naprawdę emocjonująca, ale widocznie zapomniałeś własnych słów: "Chyba nie myślisz, że to ja podejdę do ciebie?" Gdybyś się sam posłuchał, kto wie może stał byś jeszcze na nogach. - Dłoń Fioletowego z wolna ruszyła ku dołowi nabierając prędkości. - Żegnaj.
  Wtem sylwetka Nero wyleciała w powietrze, nienaturalnie się wyginając i uderzyła o ścianę areny na tyle mocno, że posypał się gruz. Masayoshi wstał otoczony fioletowymi płomieniami jego oczy na tle tej aury świeciły niczym w ciemnościach. Krew w ranach zakrzepła, a młodzieniec powstał.
   Nagle usłyszał lekko przyduszony głos Fioletowego zza swoich pleców Gdy się obrócił ujrzał go stojącego z wykrzywioną lewą ręką - była złamana w pięciu miejscach tak, że kości przebijały skórę, a krew sączyła się po niej jak ze ściskanej gąbki.
- Przyznaję, nie spodziewałem się tego. - zacisnął prawą dłoń na przedramieniu, by zatrzymać obfite krwawienie. Wtedy Masayoshi dostrzegł, że mężczyzna stoi przed jednym z czterech sztyletów, które rozrzucił na początku. Spojrzał w kierunku wyrwy w murze areny, gdzie wisiały jedynie stopy nieznanego mężczyzny, a czerwień otaczała jamę.
- To by się stało gdybym się nie teleportował- oznajmił.
- Klon powinien już zniknąć- zauważył.
- Klon owszem. - odpowiedział Nero, a jego poharataną dłoń związały złociste nici.
- Niemożliwe. To przecież...JAK? - Zapytał z niedowierzaniem, a w jego oczach pojawiła się zgroza.
-Jestem jedną z sześciu osób na świecie, która potrafi się teleportować i jedyną, która potrafi się mnożyć - oznajmił spokojnie.- Pewnie już się domyślasz, dlaczego się nie sklonowałem?
- Nie masz takiej zdolności. - odpowiedział bez namysłu.
W tej samej chwili pojął wszystko. Nero wygrywał już od samego początku doskonale to ukrywając, był wstanie zabić Niebieskiego już dwa razy, korzystając jedynie z boskiego przyspieszenia. Jednakże tego nie uczynił. Zwyczajnie bawił się z nim jak z psem, rzucając mu kość nadziei na zwycięstwo. Gdy to zrozumiał, uśmiechnął w duszy.
- Owszem. Wiesz już również dlaczego musiałem się podzielić?- potwierdzał tezy Masayoshiego. Pokazując swoją wyższość odsłaniał się pewny wygranej.
- Nie możesz się teleportować jeśli poruszasz się zbyt szybko. - odrzekł spokojnie. Tłumiąc emocje i zbędne myśli.
- Dokładnie - Kości wystające z jego ręki zaczęły wracać na swoje miejsca, a skóra szybko namnażać. Masayoshi w dalszym ciągu stał w bezruchu. Nie kiwnął nawet palcem widząc, jak Nero beztrosko leczy swoje rany. - Trafiłeś na złego przeciwnika Masayoshi. Błyskawica, pioruny, elektryczność wszystko to kryje w sobie nieograniczony potencjał- mówił patrząc na swoją dłoń. - Jestem w stanie stworzyć swojego żywego klona w przeciągu chwili, czyż to nie jest cudowne? Zwielokrotnić się raz i nie ponosić później żądnych kosztów senji? Mogę stworzyć swoją własną armię, która będzie posiadać wszystkie moje umiejętności i idee! - zacisnął dłoń pogrążony we własnym ego.
- Zależność klona od właściciela polega na senji, dlatego klony są posłuszne, ale jeśli zwielokrotnisz samego siebie, to kto będzie władać podbitymi terenami, kto będzie sługą, a kto panem, ile ciebie będzie w samym tobie? - pytania Masayoshiego uciszyły próżny monolog Nero. - Takich ludzi jak ty, nie potrzebuje społeczeństwo, a ta gleba wchłonęła już tylu parszywców, próżnych idealistów i władców, że jeden więcej niczego nie zmieni.
Wtem purpurowe płomienie, niczym podsycone dmuchawą wypiętrzyły się na piętnaście metrów, a z pośród nich wyłonił się wojownik wielkości ognistych jęzorów. Wyszedł z ognia jak z portalu, przywdziany w długą bojową suknię powlekaną prostokątnymi płatami.Tak samo wyglądały podłużne naramienniki i rozłożysty japoński hełm, który rozpościerał nakarczek aż po ramiona. Pod płaszczem znajdowała się kolczuga oraz cienka skórzana zbroja. Wojownik miał dwie pary rąk, a jego twarz zakrywała skrzętna maska z długim nosem i wykrzywionym wyrazem twarzy.W pasie natomiast znajdowały się cztery pirackie szpady po dwie z każdej strony. Cała jego postura była przezroczysta, koloru wrzosowego świtu, zbudowana z naturalnej senji, zmieszanej z senji Masayoshiego, dzięki czemu chłopak był wstanie przywłaszczyć sobie senji, która dotychczas obojętnie otaczała jego postać. Była to jedna z umiejętności Rein, która za pomocą mieszania własnej senji z naturalną pozwalała ją kontrolować. Im więcej obojętnej senji było kontrolowane, tym gorsza była manipulacja. Dlatego najlepszym rozwiązaniem było mieszanie senji pół na ćwierć - dawało to możliwość swobodnego kontrolowania dużych ilość energii.
- Styl Senji Wojownik Równowagi, poziom trzeci- wykrzyczał Masayoshi, a z jego prawego oka spłynęła krwawa łza. Utworzenie wojownika na trzecim poziomie zużywało większość możliwości wytrzymałościowych Rein, przez co Masayoshi zmuszony był przeciążyć prawe oko, a lewym opanować senji. - To moja ostateczna forma. - samuraj chwycił dłońmi za poprzeczne szpady i jednym ruchem dobył ich, rozkładając ręce na oścież. Potężna wichura przeczesała ziemię, tworząc szczeliny - była na kształt cięć dziesiątek mieczy, dolatując do linii drzew strąciła większość liści, których dawno już nie powinno być o tej porze. Wiatr dopadł również Fioletowego, który zmuszony był teleportować się do sztyletu zawieszonego na ścianie areny. Przyczepił się do muru, niczym na haczykach i siedząc w przykucu na niemalże pionowej ścianie, oczekiwał uspokojenia wiatrów. Wtem wojownik zamachnął się mieczem na mur areny, kierując swoje uderzenie w stronę Nero, jednak ten odskakując, leciał w poprzek odwrócony głową do dołu. Mężczyzna złożył ręce i wystrzeliwując z dłoni piorun, zatrzymał cios wojownika w połowie długości. Nero posuwiście opadł na ziemię. Nagle wojownik dobył dwóch pozostałych mieczy i wycelował w Fioletowego. Szpady zetknęły się z ziemią rozdzierając ją na dwoje, a mężczyzna uskoczył na bok robiąc gwiazdę. Trzecia dłoń wojownika również zaatakowała, lecz skończyła tak samo. Nero wzbił się w powietrze, gdzie już leciało rozpędzone ostrze prostopadle do powierzchni ziemi, jednak Fioletowy prześlizgując się po gładkiej powierzchni miecza szczęśliwie lądując na podłożu.
- Strasznie wolna ta twoja "ostateczna forma" - rzekł ziewając.
- Mówisz? - Nagle olbrzym uderzył dwoma szpadami o ziemię i szorując ostrzami, które przypominały łyżki buldożera, rozgrabił ją w przeciwne kierunki, przez co Nero zmuszony był uskoczyć w górę, a tam powietrze przeszyły dwie szpady, przelatując pomiędzy nim. Siła wiatru cisnęła go w wilgotną ziemię, przez co poruszanie się było znacznie utrudnione. Wnet Nero dostrzegł czarną kulę rosnącą pomiędzy ustami maski wojownika. Kula wyleciała w postaci promienia, nim ten zdążył wstać. Wybuch wysadził ziemię, niczym podziemna eksplozja. Jednak Nero udało się uciec za pomocą ostatnich metrów boskiej szybkości. Masayoshi dopiął swego, pozbawiając przeciwnika jednej z najpotężniejszych umiejętności.Kolejnym krokiem do zwycięstwa było wyczerpanie zapasów senji wroga.
Mężczyzna wykorzystując ostatnie metry szybkości uciekł z pola rażenia rywala.
 -Muszę się pozbyć tego wyrostka. - Fioletowy zaczął szybko analizować. -Najlepiej byłoby zrobić to od razu z właścicielem, ale to zmuszałoby mnie do użycia tej techniki, a obecnym stanem senji skończę wyzerowany. Yhh, jednak to moja jedyna opcja, bo jeśli znów mnie złapie najpewniej zginę... ponadto nie mogę użyć mitozy, a jeśli kazałbym wykonać tą technikę mojemu stworzonemu bratu sam zginąłbym pozostając tutaj. Ta technika niszczy wszystko. Dlatego nie ma opcji by przeżył, nie ważne jak dobrze jest zbrojony. Przepadnie w jednym błysku.
Naraz sferę wokół niego rozjarzyły pioruny, które wijąc się niczym węże, wychodziły z jego ciała. Nienaturalny wiatr odrzucał wszystko wokół jego sylwetki. Włosy stanęły mu dęba, a źrenice przybrały szarawy odcień. Iskry wystrzeliwały jakby spod kowalskiego młota, a jasny żar rozjaśnił przestrzeń. Ciemne burzowe chmury pojawiły się na niebie znikąd, a ciało Nero zniknęło rozmywając się w przestrzeni, by ułamek sekundy później objawić się nad murami areny. W tym samym czasie Masayoshi widząc co się szykuje przemienił oręż olbrzyma w cztery okrągłe tarcze, które nałożone na siebie w jednym odcinku, nie przepuszczały wzroku, właśnie w tym miejscu stał Masayoshi.
 -Gotowe, teraz muszę tylko zdążyć się schronić. - Niebieski wyciągnął dłoń, na której pojawił się niewielki dysk, który szybko zwiększył swoje rozmiary do podłużnego zwierciadla. W jego głębi był tylko nieskończony mrok, w którym można było zatracić źrenice. Masayoshi wszedł do środka pozostawiając wojownika i pojawił się w wyrwie na środku muru, obok zmasakrowanego pojemnika Nero. Jama była na tyle głęboka, że mieścił się w niej cały. Wyglądając okiem, obserwował sytuację. Nero wyciągnął dłoń w stronę nieba, a z jego różnych zakątków przybyły pioruny, które jednocząc się w jednym miejscu, stworzyły jeden ogromny srebrzysty zygzak, który niczym niewielkie słońce rzucił blady blask na okolicę, oślepiając całe trybuny. Łunę było widać nawet z okolicznych wsi. Nero krzyknął zwycięsko:
- Styl Błyskawicy, Piorun Zeusa!
Fioletowy naprężając wszystkie mięśnie, miotnął gigantyczną krzywą, która jak bomba rozbłysła przy zetknięciu z tarczami wojownika. Białe światło na krótko za królowało nad promieniami słońca w pogodny letni dzień. Po uderzeniu głównego pocisku część areny zmasakrowały dziesiątki pojedynczych wyładowań. Mur areny był rozcinany przez grube promienie, które kreśliły na nim jak kredą po tablicy. Podłoże zmieniło się w blady niespokojny ocean, niszczący wszystko, czego dotkną jego fale. Nawet linia drzew nie nadążała za regeneracją i chwilę przed jej przerwaniem pioruny uziemiły się. Na ziemi pozostał jedynie ogień i iskrzące się wystrzały. Na miejscu wojownika powstała ogromna wyrwa, podobna do szybu górniczego. Ziemia wywróciła się do góry nogami stając się sypka i gliniasta. Bagienna mgła otoczyła cały skrawek areny, zmieniając to miejsce na nie do poznania. Nero z wolna opadając, jakby na niewidzialnej windzie znalazł się na dole. Gdy zrobił pierwszy krok upadł na kolana i podpierając się dłońmi ciężko dyszał. krew sączyła się z jego ust stłumionym potokiem.
- Nie ma szans by to przetrwał... - uzmysławiał sobie.
- Masz rację, nie ma na to szans - usłyszał  zachrypnięty głos za sobą i przełknął ślinę nie dowierzając.
- Niemożliwe...- jego źrenice zaczęły drgać pochłaniane przez obłęd.
- Gdyby nie ta głupia dziura w murze areny, nie miałby szans. - szepnął mu do ucha, a łza pociekła łukiem po policzku Nero. Szeregi chmur rozstąpiły się pozwalając przejść wiązce światła, która otoczyła swym blaskiem obydwie postacie. Jasne ostrze splamiło się krwią, a ciało mężczyzny bezwładnie upadło na ziemię. Krew podlała obficie glebę, a głowa potoczyła się po nierównym terenie wpadając w jedną z bruzd. Przekrwione oczy, chodź już bez życia wypuściły ostatnią łzę, która mieniąc się w złocistym blasku, rozbiła się o kamień na multum pomniejszych oczek.
Masayoshi kulejąc podszedł chwiejnym krokiem do jednego z głazów, które wyrzuciła eksplozja i usiadł wzdychając. Jego ledwie trzymający się płaszcz pełen wypalonych dziur odsłaniał sparzone ciało. Lewy rękaw został zupełnie pochłonięty przez pioruny, podobnie jak ręka. Mięso odchodziło od kości, a skóra była jak spalona folia - zwinięta i poczerniała na węgiel. Prawe oko Masayoshiego oślepło na parę godzin, a lewe ukazywało rozmyty obraz, jakby przez pół metra falującej wody. Twarz miał pobladłą, usta wysuszone, a włosy nieco przypalone. Krew już zdążyła zakrzepnąć na jego ranach w wyniku przeszycia prądem. Siedział osowiały i wpatrywał się w bezgłowe ciało.

- Faktycznie... walka była ekscytująca.



 Najsilniejszych pochłonie ogień,
krew władców zaleje posadzki,
mężni herosi zginą w bojach,
jedynie słabi i prości dożyją świtu.

 Modernizacja kwietniowa 2017 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zanim napiszesz komentarz powinieneś/powinnaś zaznajomić się z zakładką "Warto Odwiedzić" 😊
Komentarze, które nie ujrzą światła dziennego:
❌ Fajny post (link do bloga) 😈
❌ Kopia poprzedniego komentarza.😕
Komentarze, które mogę nazwać "skarbem" :
✔ Część rozdziału, która podobał Ci się najbardziej 😍
✔ Uzasadniona krytyka 🙇
✔ Wytknięcie błędów 😜
✔ ogólne wrażenie i próba przewidzenia dalszej fabuły 😆

Zostań moim czytelnikiem

Obserwuj !