poniedziałek, 6 marca 2017

Rozdział 12 " Bez zasad "

 
  Czerwony przykucną i naprężając wszystkie mięśnie, odbił się od ziemi, pozostawiając sfałdowane wały gleby. W mrugnięciu oka znalazł się w pokoju oczekiwań, nikt nie zdążył nawet zareagować, kiedy zbrojona szyba, pękła niczym zwykła bombka, upuszczona z rąk dziecka. Kawałki szkła ciągle obracały się w powietrzu, a Czerwony spokojnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego szybkość przekraczała wszelkie wyobrażenia. Czerwony skupiając całą swoją senji we wszystkich mięśniach i powietrzu wokół niego, był wstanie poruszać się jakby nigdy nic, jednak był to krótkotrwały efekt, wywołany techniką piątej fizycznej bramy. Czerwony z opanowaniem oglądał zdziwione twarze wszystkich przywódców, oprócz jednego, który w dalszym ciągu stał przed sypiącą się ścianą szkła.  Czerwony rozpoznał te brązowe włosy i podszedł do niego, wpatrując się niczym w obraz , w jego bezkreśnie czarnych oczach pojawiły się łzy, które uleciały w postaci pary wodnej. Nagle Shizen odwrócił się w jego kierunku i zapytał:
- Czemu tak bardzo chcesz ochronić nową erę? - Czerwony spojrzał na niego zdziwiony, a  potężna fala powietrza rzuciła wszystkimi przywódcami o ścianę. Szkło gwałtownie poleciało na ziemię odbijając się po ziemi, aż do krawędzi pokoju. Właśnie wtedy Czerwony zrozumiał, jego technika dobiegła końca. Mięśnie lekko się rozluźniły wyraźnie przemęczone techniką. Czerwony odczuł swą słabość, jednak zachował postawę, by nie okazać jej innym.- Przed chwilą, mogłeś zabić przynajmniej trzy osoby, dlaczego tego nie zrobiłeś?- Shizen zadał kolejne pytanie, nie odwracając wzroku od areny.- Jesteś słaby Hans.- Czerwony zacisnął pięści i zwiesił wzrok. Potulnie przyjmując słowa Shizen'a, była to wdzięczność do obydwu króli, bo to właśnie dzięki nim nadal żył. Nie poległ zamordowany na obradzie, nie zginął w boju od strzał, mimo iż jego czas nadszedł wtedy, przeżył i właśnie dziś postanowił oddać swoje życie, ponieważ według niego, nie miał już do niego prawa, jego prawdziwy czas, skończył się właśnie w pałacu Rey'a, pośród tych wszystkich trupów. Na tym właśnie polega honor, na tym właśnie polega wdzięczność. - Ale cieszę się, że wybrałeś naszą stronę.- Dokończył Shizen, a Hans uniósł wzrok. Ich spojrzenia się spotkały, jednak tylko na chwilę, ponieważ pojękiwania wstających radnych, skupiły ich uwagę.
- Naprawdę Shizen, masz łeb. - zaśmiał się Pomarańczowy.
- Chyba wszyscy myśleliśmy o tym samym. - Odezwał się Żółty.
- Wykorzystać sytuację i zabić króla? - zapytał retorycznie Fioletowy.
- Owszem, wygląda na to, że wszyscy jesteśmy zgodni.- oznajmił Czarny.
- Tak jak myślałem, czwórka bez honorowych pachołków.- skomentował Masayoshi, wstając z podłogi, kątem oka spoglądając na Czerwonego- Więc jednak warto było cię wtedy uratować- wspomniał walkę na placu i strzały lecące w Hansa, gdyby nie on, już by go tu nie było.- Mając za plecami Czerwonego, jesteśmy w stanie stawić czoło całej czwórce radnych. Kto by pomyślał, że Hans otworzy piątą bramę i zamieni swą linię życia w senji. Zostało mu maksymalnie z trzydzieści minut życia, wszystko zależy od tego jak będzie gospodarował senji, w końcu nie jest już w stanie  jej tworzyć i nie może już anulować techniki. Innymi słowy mówiąc, jest już po nim.- Powstał i wykonał parę postawnych kroków w przód.- Cóż, chyba nie mam wyboru- oznajmił łapiąc za rękojeść jednego ze swoich mieczy. - Wasza widownie nie będzie zadowolona widząc jak haniebnie umieracie- lekko się uśmiechnął wysuwając kawałek czarnego jak kosmos bez gwiazd ostrza.
- Shizen, przyłącz się do nas, razem w dosłownie chwilę zabijemy Masayoshi'ego, nie zdąży nawet jęknąć, kiedy wyrwę mu płuca.- zaoferował Czarny. Masayoshi spojrzał zaniepokojony na Shizen'a, który wydał się to rozważać.
- Ciekawa propozycja Czarny, ale wiesz, jest takie mało znane przysłowie "jeśli słabym patrzy się na ręce, to silni będą robić co zechcą", dlatego też chyba zrozumiecie , mój wybór- podszedł do Masayoshi'ego, który z ironicznym uśmieszkiem stwierdził:
- Wiedziałem, że ...- nagle głos Masayoshi'ego się załamał, a sam chłopak zgiął się w pasie, puszczając rękojeść miecza i opluwając się śliną. Ręka Shizen'a była zatopiona w jego ciele, wymierzona w wątrobę. Masayoshi w jednej chwili stracił przytomność wieszając się całym ciężarem na ręce Shizen'a.
 - Że wybiorę silniejszą stronę ? - Shizen dokończył zdanie Masayoshi'ego, a radni odetchnęli z ulgą, tym samym opuszczając gardę. Wtedy Shizen kiwnął delikatnie głową do Hansa, a ten błyskawicznie znalazł się za Żółtym i uderzając go przed łokciem wyleciał z nim na arenę, jednak Żółty chwycił go za dłoń i robiąc korkociąg z Hansem miótł nim w podłoże areny, a sam delikatnie wylądował w przykucu na ziemi, podpierając się prawą ręką. Jednak Czerwony powstał spośród dymów jakby nigdy nic.
  W tym samym czasie Masayoshi błyskawicznie zerwał się na równe nogi i wyciągając swoje miecze ruszył w stronę przywódców.
   W prawej dłoni dzierżył miecz, którego głownia była czystsza niż świeży śnieg. Jasność wręcz z niej emitowała, była niczym wszystkie konstelacje gwiazd zebrane w jednym miejscu, jednak nie oślepiała, wręcz pozwalała na siebie patrzeć, podziwiać jej ideał: Perfekcyjnie gładkie ostrze, które z łatwością cięło powietrze, tak proste i delikatne w dotyku stanowiło przerażającą broń. W lewej dłoni znajdował się czarny miecz, o tak ogromnej głębi, że jedno spojrzenie wystarczyło by, żeby zatracić się do reszty. Był on równie lekki i poręczny jak biały, jednak jego ostrze obyło chropowate, jakby cierniste, pełne nierówności, nieidealne. Oba miecze były niczym yin i jang, jednak ich przeznaczenie było zupełnie inne. Były wyborem śmierci. Ten, który nimi władał, decydował jaka śmierć spotka jego przeciwnika. Czarny- długa i męczeńska, czy Biały- szybka i delikatna.
  Masayoshi rzucił się w wir walki obracając się z ostrzami, które obiły się o oręż przeciwników. Wpadł między Pomarańczowego, a Fioletowego i gdy obaj wyprowadzali kontratak on stając w rozkroku zatrzymując ich miecze unosząc swoje pionowo w górę.  Nagle opuścił lekko kord ze strony Fioletowego i wymierzył szybie trzy cięcia w stronę Pomarańczowego, zmuszając go do cofnięcia, o niemalże pięć kroków. Wtem wykonał szybki obrót krzyżując miecze z Fioletowym i przyciskając miecze o mało co nie stykając się z nimi twarzą. Masayoshi jednym pociągnięciem rozłożył je odrzucając Fioletowego i nie przerywając ataku zamachnął się czarną głownią w jego nogi, co zmusiło Fioletowego do podskoku. Ostrze Masayoshi'ego prze szorowało po ziemi wypuszczając złote skry. Następnie obrócił się i zaatakował białym ostrzem mierząc w głowę Fioletowego, lecz on zablokował atak żelazną płytką, którą skrył pod rękawem.
- To był twój błąd.- oznajmił Masayoshi, po czym płytka pękła, a ostrze lekko nacięło nadgarstek Fioletowego. Mężczyzna cofnął się o półkroku, lecz widząc ponowny atak Pomarańczowego, zacisnął dłoń na rękojeści i zamachnął się na głowę Masayoshi'ego. W tym samym czasie Pomarańczowy wymierzył cięcie w jego nogi. Jednak Masayoshi, w jednej sekundzie odbił się od ziemi i jednocześnie odchylił głowę od cięcia. Robiąc śrubę w powietrzu stanął na równe nogi i niczym tancerz z gracją uniknął całą serię cięć obydwu mężczyzn.
   Przez cały ten czas, Shizen i Czarny nawet nie drgnęli, obaj analizowali umiejętności swoich przeciwników, jak i sprzymierzeńców. Nagle na środku areny pojawił się słup kurzu, z którego wyleciał Hans i Żółty. Obaj uderzając o ziemię znaleźli się na końcach areny. Ich walka trwał zaledwie dwadzieścia sekund, a już wyglądali jak po dziesięciu minutach. Obydwoje brudni od ziemi , w poszarpanych ciuchach i zdartych pięściach. Jednak obaj wstali zarówno szybko i już szykowali się do kolejnego zderzenia.
 Nagle tańczący pośród ostrzy Masayoshi został wypchnięty przez silne uderzenie Czarnego, które zablokował krzyżując miecze. Ostrze Czarnego płonęło mrokiem. Ciemność emitowała z niego niczym z cząsteczek uranu. Mimo iż był to ogień nie dawał choćby krzty ciepła, był oschły i spragniony, przez co gwałtownie poruchał się po głowni, jakby próbował się wydostać. Na raz płomień zniknął wsiąkając w miecz, niczym woda w ziemię po suszy.
- Patryk - Zwrócił się do Pomarańczowego- Nero - spojrzał na Fioletowego.- Zakończcie ten wygłupy, pora zmienić ład świata. Pokażcie temu ścierwu i królowi na co stać radnych.- rzekł Czarny, patrząc pogardliwie na Shizen'a. Chłopak nawet nie zareagował, przyzwyczaił się do poniżeń przez inne narody. Taka była cena posiadania oczu Natury. W końcu naród wybrany, ten który posiadał największą potęgę , odziedziczając moc ojca. Szkalowany za swoją siłę, z zazdrości, zwykłej ludzkiej zazdrości i braku zrozumienia. To od tego narodu spodziewano się największych zmian na świecie, to on miał go prowadzić, ale zazdrośni bracia, stłumili jego wolę zakładając swoje państwa, które i tak podzieliły się przez: ojcobójstwo, zamachy stanów, zdrady i wiele innych czynników, w pewnych momentach historii było nawet piętnaście państw, a w dwóch panowało bezkrólewie. Wina, już setki lat temu została zrzucona na Nature, to właśnie przez to, są traktowani, jak ci którzy mogli zmienić wszytko, ale w gruncie rzeczy nic nie zrobili, z prostego względu. Żaden z królów nie uznał ich wpływów, nie przyjął pomocy, systemu, zostali po prostu odrzuceni, wyodrębnieni ze społeczeństwa, aż do teraz...
- Ścierwo.- rzekł Shizen tłumiąc śmiech ze zwieszoną głową.- I pomyśleć, że powiedział to człowiek, którym pogardziły nawet geny ojca. - spojrzał w stronę Czarnego. Ich spojrzenia się zetknęły, a na twarzy Czarnego pojawił się grymas, który odzwierciedliły zagięcia na jego kołnierzu. Po tych słowach Pomarańczowy złożył dłonie przyklaskując i krzyknął z ironicznym uśmiechem :
- Styl Wiatru, kula powietrza !- Nabrał powietrza aż po krańce płuc i jednym silnym wydechem wystrzelił potężną bryłę atmosfery. Nawał cząsteczek skumulowanych w jednym miejscu sprawił iż pocisk stał się widoczny, przybierając wygląd szklanej kuli mocno spłaszczonej przy biegunach, przez co wyglądała niczym cięciwa strzały. Pocisk był na tyle duży, że obaj młodzieńcy znajdywali się w jego polu rażenia. W jednej chwili, Shizen przeskoczył na środek pokoju stając przed Masayoshi'm i jednym dotykiem w podłoże wyłonił dwie żelazne płyty w kształcie dzioba. Kula uderzyła całą swoją masą w żelazny schron rozdzierając się na dwoje. Obydwie części uderzyły z ogromną siłę w beton za nimi przełamując go i doprowadzając do zawalenia całej ściany. Jednak na tym atak się nie skończył. Pomarańczowy nadal dmuchał tworząc potężny wir powietrza, który obijając się o żelazny mur uniemożliwiał jego opuszczenie.
Wtedy Shizen wrzasnął do Masayoshi'ego zagłuszany przez trąbę powietrza:
- Jakieś pomysły!? - Spojrzał na chłopaka. Jego oczy właśnie zmieniały kolor na pięć żywiołów. Masayoshi chwilę się zastanowił, po czym stwierdził:
- Musisz przebić się przez te wir powietrza, wtedy będę mógł ich skontrować!- Shizen kiwnął porozumiewawczo. Schował swoją rękę za lewy bok, a na jego dłoni zaczęła formować się nie wielka kula powietrza, która nagle rozjaśniała , cała zajmując się ogniem. Powoli zwiększając swoją objętość.
W tym samym czasie, Czarny wydał kolejny rozkaz:
- Nero, rozgrzej atmosferę - Mężczyzna podszedł do Pomarańczowego i delikatnie zbliżył iskrzącą się dłoń do linii wiru. Niewielki pioruny skakały po jego dłoni, aż w końcu dwa z nich zderzyły się ze sobą. Wglądało to niczym wybuch maluteńkiej fajerwerki, jednak to wystarczyło, by pojawił się nie wielki płomień, który szybko powiększył swoje rozmiary, obejmując cały wir. Iskry bez ustanku skakały po dłoni Fioletowego zderzając się ze sobą i tym samym podtrzymując ognisty korytarz. Ściany za Shizen'em zaczęły walić się jedna po drugiej. Wtedy chłopak wstał, a żelazny dziób rozerwał się na dwoje. W dłoni Masayoshi'ego pojawiła się nie wielka czarna bryła, w kształcie kuli, o intensywnym czarnym kolorze. Ognista kula Shizen'a nagle powiększyła się do rozmiarów jego dłoni, a z jej środka wyleciały płomienne języki, które swym wyglądem przypominały lisie ogony. Nim płomienie Pomarańczowego dotknęły ich ciał, Shizen zamachnął się, wypuszczając kulę, która rozerwała cały wir, rozrzucając płomienie po kątach. Technika Pomarańczowego została anulowana, a sam mężczyzna spojrzał na lecący pocisk z przerażeniem.
- Może i połączyliście ze sobą dwie natury, ale rozłożyliście je na dużą powierzchnie przez co mój pocisk mógł z łatwością przedrzeć się i dotrzeć do źródła. To był wasz błąd. - Shizen spokojnie przeanalizował sytuację widząc jak pocisk dociera do celu.
Nagle Nero uniósł rękę w kierunku ognistej kuli, a dziesiątki jasnych, piorunów rozeszło się po jednej stronie pomieszczenia, niczym setki białych rozgałęzionych ostrzy. Par naście z nich przeszyło ognistą kulę doprowadzając do eksplozji, a reszta utworzyła nierównomierną siatkę wokół mężczyzn. Pomieszczenie zniknęło w dymie, z pośród którego rozszedł się głos Masayoshi'ego.
- Styl senji, Czarna Sfera !
- Jednak nie liczyłem, że to was powstrzyma. - Shizen dokończył myśl. Wtedy cała trójka radnych dostrzegła czarny promień przebijający się przez obłok kurzu, lecący wprost w ich kierunku.
Dosłownie sekundę przed uderzeniem dwójka chłopców wyskoczyła z pomieszczenia. Promień stykając się z celem, zmienił swój kształt do niewielkiej kuli, która chwile temu znajdowała się w ręku Masayoshi'ego i w ułamku sekundy zwiększył swoją objętość niemal tysiąckrotnie, pochłaniając całe pomieszczenie i wszystkie sąsiednie. Uratowani chłopcy oddalili się od miejsca wybuchu , by dostrzec, czy atak zakończył się sukcesem. Podczas truchtu Masayoshi zapytał:
- Co to był w ogóle za mało znany cytat "jeśli słabym patrzy się na ręce, to silni będą robić co zechcą" ?
- Mój własny - odrzekł dumnie z błyskiem w oku.  Masayoshi spojrzał jedynie zażenowany. - A co podobał się? - zapytał popychając go w ramię.
- Tak szczerze, too...- w oczach Shizen'a pojawiła się nadzieja- Był do dupy.- skomentował dobitnie.
- Za gorsz szacunku do sztuki- odwrócił głowę udając obrażonego, na co Masayoshi odpowiedział śmiechem.
   Stanęli parę metrów od eksplozji i wpatrując się w dymy unoszące się nad gruzami pokojów, dostrzegli...

Zdrada jest najprostsza,
jednak tylko ludzie wartościowi
wybierają przyjaźń
 nawet w najgorszych sytuacjach 

Modernizacja marcowa 2017 roku.

Zostań moim czytelnikiem

Obserwuj !